» » » Dbaj o duszę swojej firmy

Dbaj o duszę swojej firmy

wpis w: Aktualności | 0

Dbaj o duszę swojej firmy

 

Rozmowa z Elżbietą Pełką, właścicielem i prezesem PEŁKA360; założycielem i prezesem Polish National Sales Awards, założycielką i byłą członkinią zarządu GROW Poland

 

Jak zaczęła się pani droga w biznesie?

Nie ma czerwonej linii oddzielającej naszą „prywatną” młodość od „biznesowej” dorosłości. Bagaż doświadczeń gromadzonych przez całe życie staje się częścią naszej osobowości i odbija się na sposobie pracy i prowadzenia interesów. W rywalizacji na wymagającym rynku osobowość jest dziś szczególnie ważna. W tym, co oferujemy, coraz częściej liczy się „dusza” – czyli jakaś szczególna niematerialna wartość, będąca pochodną osobowości tego, kto dany produkt, usługę, przedsięwzięcie wprowadził na rynek.

 

Jakie zatem ważne wydarzenia wycisnęły piętno na pani osobowości?

Kamieniem milowym była rozmowa ze stryjem Henrym w Wielkiej Brytanii, do którego pojechałam zaraz po maturze w 1981 r. Stryj musiał opuścić Polskę w roku 1945 z powodów politycznych, przez obóz gen. Andersa we Włoszech dostał się do Anglii, szybko uzyskał obywatelstwo i został szefem lokalnego klubu Konserwatystów.

W połowie lat 50. zamierzał kupić jakąś posiadłość czy biznes, z właścicielem ustalił cenę, a bank zgodził się na udzielenie mu kredytu. Jednak w ostatniej chwili właściciel niespodziewanie podniósł cenę. Henry zadzwonił więc do banku mówiąc, że do transakcji nie dojdzie z uwagi na zmianę warunków.  A wtedy menedżer banku natomiast odpowiedział: Panie Pełka proszę wypisać czek na kwotę, jakiej żąda właściciel. My Pana znamy, wiemy, co Pan robi, jak Pan wywiązuje się z obowiązków jako obywatel, pomożemy Panu.

I wtedy stryj powiedział mi coś, co do dzisiaj noszę w sobie jako życiowe motto: „Masz jedno nazwisko. Na reputację swojej osoby i nazwiska pracujesz całe życie, wszystko, co robisz, bez względu na to, czy masz taką świadomość, czy nie, prędzej czy później będzie miało lub może mieć wpływ na jakieś działania czy wydarzenia w przyszłości. Dlatego tak ważna jest analiza, strategia postępowania i wizja. Wizja jest najważniejsza, jak jest dobra – to znajdziesz siłę do jej realizacji”.

Można powiedzieć, że stryj nieświadomie był moim mentorem.

Została pani u niego w Wielkiej Brytanii?

Tak planowałam, ale życie potoczyło się inaczej. To był rok 1981. 25 listopada przyjechałam do Polski, myślałam, że tylko na chwilę i że po świętach wrócę do Wielkiej Brytanii, na uniwersytet i też do pracy. Jednak zaskoczył mnie stan wojenny. Wprowadzono zakaz podróżowania, trzeba było zdać paszporty, dostałam wezwanie na komendę milicji.

Denerwowałam się w oczekiwaniu na tę wizytę. Mój tata poradził mi: „Pod żadnym pozorem nie wolno ci niczego podpisać”. Uzbrojona w tę poradę poszłam na spotkanie, które stało się dla mnie  moim „lifetime experience”.

Przyjęło mnie dwóch oficerów, wzięli mój paszport, położyli przede mną bilet lotniczy do Londynu i przedstawili mi oczekiwania – że się zaangażuję w „szeroko rozumianą współpracę”. Potem wyszli i dali mi pół godziny na zastanowienie się. To pół godziny czasami wraca do mnie. To było być może najważniejsze 30 minut mojego życia. Stałam na rozdrożu i musiałam podjąć decyzję, która zaważyłaby na wszystkich tygodniach, miesiącach i latach, które były przede mną.

Kiedy wrócili, na ich oczach przedarłam bilet. Zakomunikowali mi, że szybko z Polski nie wyjadę. I dotrzymali słowa – paszport dostałam dopiero w 1988 r.

Mogło się wydawać, że zapłaciłam wysoką cenę za to, że zachowałam się przyzwoicie i odmówiłam współpracy. Jednak dziś, gdy wiem już, jak potoczyło się dalej moje życie, zdaję sobie sprawę, że niczego na tym nie straciłam, a wiele zyskałam. Nauczyło mnie to, że etyczne postępowanie jest nie tylko słuszne, ale najzwyczajniej w świecie się opłaca. Czasem trzeba zrezygnować z jakiejś krótkoterminowej korzyści, ale na dłuższą metę to zawsze procentuje i przynosi zysk. Władysław Bartoszewski ujął to w słowach „Warto być przyzwoitym”.

 

Co pani robiła, gdy okazało się, że wyjazd do Londynu nie wchodzi w rachubę?

Po kilku latach zostałam zatrudniona w dziale inwestycji i współpracy z zagranicą i Bankiem Światowym w MZRiP (teraz Orlen) w Płocku. Zajmowałam się tłumaczeniami technicznymi, obsługiwałam delegacje zagraniczne.

Rzuciłam się wir tej pracy z entuzjazmem. Po dwóch tygodniach zostałam poproszona do gabinetu dyrektora Petrochemii – Konrada Jaskóły. Powiedział mi, że rzadko widział, by ktoś pracował z takim zaangażowaniem i skutecznością. Dostałam premię, a po jakimś czasie zasugerowano mi też, że mam zdolności komunikacyjne i powinnam je rozwinąć w Anglii lub USA. W 1988 r. dostałam paszport – i tak moje życie zatoczyło koło: od przyjazdu z Londynu tuż przed stanem wojennym, poprzez odmowę współpracy z SB i odebranie paszportu, po powrót do Londynu i do nauki marketingu i komunikacji.

 

Nie pozostała pani jednak w branży naftowej.

W 1993 r. pracowałam już w agencji reklamowej Ogilvy and Mather w Londynie. Wtedy w najlepszej agencji reklamowej na świecie. TO BYŁA SZKOŁA!  Pod koniec 1993 zostałam przetransferowana do Ogilvy w Polsce.

W korporacjach pracowałam do roku 2000, w roku 2001 założyłam moją pierwszą firmę, agencję reklamową, dziś już jest to agencja marketingu zintegrowanego. Kiedy ją zakładałam, jeszcze raz przekonałam się, jak prawdziwe były słowa stryja Henry’ego: „Na reputację pracujesz całe życie, wszystko, co robisz, będzie miało wpływ na jakieś wydarzenia w przyszłości”. Reputacja i wiarygodność to był mój główny kapitał, który pozwolił mi wystartować – dzięki niemu od razu mieliśmy dużych klientów. Przez dwa lata agencja nie musiała nawet mieć strony internetowej. Klientów pozyskiwaliśmy z rekomendacji ludzi, którzy mnie znali.

Kiedyś jakiś dziennikarz podczas spotkania zapytał mnie, czyje pieniądze za mną stoją. Wtedy uświadomiłam sobie, że nasze pojawienie się było ważnym wydarzeniem na rynku. A przecież tajemnicą sukcesu były nie wielkie pieniądze wyłożone na start, lecz kapitał wiarygodności, reputacji, kompetencji i przyzwoitości. Można to nazwać duszą naszej firmy.

 

W 2008 r. założyła pani organizację Polish National Sales Awards.

Koncept rozrysowałam wspólnie z dr. Chahidem Fourali, który mnie inspirował przy tym projekcie, na serwetce w kawiarni w Hyde Parku. Ponieważ oceniałam najlepszych ludzi w sprzedaży w Wielkiej Brytanii i Irlandii Płn., dostałam od kolegi sędziego, szefa sprzedaży Unilever na Wielką Brytanię, rekomendację do jego odpowiednika w Polsce. Od razu poszłam na zarząd, przedstawiłam koncepcję corocznej nagrody dla najlepszych sprzedawców osiągających wyniki etycznie. I dostałam pierwszy fundusz sponsoringowy, pozwalający na uruchomienie przedsięwzięcia, a dr Fourali jest członkiem założycielem i członkiem Zarządu PNSA.

W roku 2014 założyłam fundację „Akademia Przedsiębiorczości PNSA”, a w roku 2015 firmę GROW Poland zajmująca się nowymi technologiami z wykorzystaniem rozwiązań koncernu ORACLE.

Przede mną kolejne lata i nowe wyzwania. Podejmuję je kierując się tymi samymi zasadami, które sprawdziły się w moim dotychczasowym życiu:

  • Po pierwsze, na reputację swojej osoby i nazwiska pracujesz całe życie.
  • Po drugie, warto być przyzwoitym.
  • Po trzecie, trzeba pracować z pełnym zaangażowaniem.